Niedzielny wypad do Belfastu okazał się strzałem w dziesiątkę! Oto cztery Polki mieszkające w NI wybrały się na sushi do Wielkiego Miasta. Wybrały się pociągiem. I tu już luksus - bo siedzenia miękkie, bilety sprawdzane przed wejściem na peron ; w ogóle miło i przyjemnie. Później spacer po St George Market; spacer po 'city' i lekki marsz do resturacji serwującej sushi. Z lekką nieśmiałością zaczęłyśmy kosztować sushi, tempurę, ręcznie rolowane rożki z krewetkami i takimi tam innymi dodatkami. PYCHOTA! Do tego winko i zabawa gotowa ;-) Dawno się tak nie uśmiałam jak tego dnia.
Po takiej uczcie prozaicznie wybrałyśmy się na zakupy, no bo trzeba uzupełnić garderobę i to o rozmiar większą - na razie.
W domu byłyśmy przed dwudziestą; zmęczone ale bardzo zadowolone.
Polecam takie dni każdemu, no kids, no hubby, just girl friends. Już planujemy następne takie wypady, trzeba tylko zgrać terminy. Moje ostatnie motto: Bo jak sobie sama nic nie zorganizujesz, to nikt cię nigdzie nie weźmie.
1 tydzień temu
3 komentarze:
bardzo dobre motto i bardzo się cieszę, że sobie fundujesz takie wypady. leczę duszę wiem wiem....
a ja za 2 tygodnie jadę na weekend spa z przyjaciółką, zero dzieci zero facetów zero smutania tylko my spa i wino no i cisza cisza cisza....:)
ściskam Cię mocno Dwupaku!
*leczĄ dusze - miało być
Weekend spa ostatnio mialam 5 lat temu jak bylam w ciazy z Adim. ;-) Teraz to sobie takie wypady organizujemy.
Baw sie dobrze!
Prześlij komentarz