Piątek wieczór- piekę sernik, przygotowuję kurczaki i planuję inne specjały na imprezkę 'urodzinki Evy' dla znajomych. Jak nie ma się polskiej rodziny, robi się dla polskich przyjaciół. Będzie Bogusia i Grześ z dziećmi, Ela (może z mężem) i Wiesia z Sheanem. Bardzo się cieszę, choć czeka mnie jutro mnóstwo roboty. Zawsze jest mnóstwo śmiechu na tych 'polonijnych' spotkaniach. Niestety Mój Mąż nie czuje się zbyt dobrze w ich towarzystwie (tylko dlatego, że nie rozumie języka) więc zawsze po 20- stej wychodzi do knajpy. Nie mam mu tego za złe, choć czasami wolałabym by bardziej się z nimi zintegrował.
on Thursday:
Joanne i ja wczoraj odebraliśmy nasz prezent bożonarodzeniowy: masaż pleców w ślicznym spa & beauty salon. Było bosko, szkoda że tak krótko ;-(
Po masażu udaliśmy się do domu Anne, naszej szefowej, gdzie zjedliśmy pyszną lazanię, popijając cudownym czerwonym winkiem. Anne i jej mąż Adrian są bez wątpienia bardzo dobrymi gospodarzami. Szkoda, że takie wieczory zdarzają się tak rzadko, ale może przez to je tak bardzo doceniamy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz